Gdzie podziały się meble i książki z zamku? - Już częściowo wiadomo.
Często spotykam się z informacją, że meble z zamku posiadają mieszkańcy miasta i stało się to na drodze nielegalnej (tzw. szaber). Nieco inne zdanie mam po spotkaniach z byłymi mieszkańcami zamku z lat 50-tych. 10-11.06. 2006 oprowadzałem wycieczki po zamku i wśród "wycieczkowiczów" spotykałem osoby, które zamieszkiwały zamek właśnie w tych latach.
Z opowiadań wynikało, że osoby bezdomne dostawały mieszkania w zamku w części zachodniej i południowej. W tych pomieszczeniach znajdowały się różne meble zamkowe - szafy, ławy, krzesła itp. Każdy z mieszkańców dodatkowo (systemem gospodarczym) uzupełniał sobie wyposażenie swoich mieszkań z innych niezamieszkanych komnat. W ten sposób ludzie żyli w otoczeniu mebli zamkowych przez kilka lat.
W miarę polepszania sie sytuacji mieszkaniowej w mieście - osoby z zamku przeprowadzały sie do typowych mieszkań (z kuchniami) i zupełnie legalnie zabierały "swoje" meble. Część z nich dalej stanowi wyposażenie mieszkań, a część została wyrzucona na śmietnik, gdy stały się modne meblościanki i inne "osiągnięcia" współczesnego meblarstwa.
Na zdjęciu poniżej fotel zamkowy wraz z sygnaturą znajdującą się w tylniej części fotela. Zdjęcie pochodzi od anonimowego nadawcy.
![]() |
![]() |
Z opowiadań tychże osób wynikało, że w piwnicach zamku leżały "na kupie" setki różnych książek niemieckich. Trudno było ocenić ich wiek. Wiadomo, że miały piękne ilustracje, które dzieci wyrywały. Prawdopodobnie podzieliły los innych poniemieckich książek (służyły za podpałkę lub zostały przekazane na makulaturę). O książkach z biblioteki zamkowej wiadomo, że najcenniejsze, jako masa spadkowa, zostały podobno wywiezione w 1885 r do Królewskiej Biblioteki w Dreźnie. Czyli te znajdujące się w zamku w 1945 r. stanowiły własność następcy tronu - Fryderyka Wilhelma i pochodziły zapewne z okresu sprzed i po I wojnie światowej. Czyli nie przedstawiały aż tak znacznej wartości. Ponadto zamek był tylko letnią rezydencją i świątecznego zimowego odpoczynku i dlatego księgozbiór musiał być dostosowany do tych warunków.
Niestety, osoby opowiadające o tym nie były skłonne do spisania swoich wspomnień, związanych z zamieszkiwaniem w zamku.
Pani Maria Rutkowska napisała, że po wojnie mieszkała w internacie na ul. Bocka i tam zdarzyło się, że bez wiedzy nauczycieli palono w piecu książkami z zamku. Po upomnieniu zaprzestano tego robić. Ale z tego wynika, że książki z zamku wędrowały po całym mieście.